Koniec premii za niski dochód. Nowa odsłona programu dopłat do aut elektrycznych „NaszEauto” (dawniej „Mój Elektryk”)
Program dopłat do zakupu samochodów elektrycznych, dotychczas znany jako „Mój Elektryk”, przeszedł gruntowne zmiany. W nowej edycji, roboczo nazywanej „NaszEauto”, rząd zapowiada uproszczenie zasad i większe wsparcie dla kupujących auta elektryczne. Jednak nie wszystkie modyfikacje spotykają się z entuzjazmem – najwięcej emocji budzi likwidacja premii za niski dochód, która dotąd stanowiła ważny element systemu pomocy.
Koniec premii za niski dochód – koniec wyrównywania szans
Do tej pory osoby o niższych dochodach lub posiadające Kartę Dużej Rodziny mogły otrzymać dodatkowe 10% dopłaty do zakupu samochodu elektrycznego. W praktyce oznaczało to nawet 11 tysięcy złotych więcej w portfelu kupującego. Dla wielu rodzin to właśnie ta premia przesądzała o możliwości zakupu auta zeroemisyjnego.
Od nowej edycji program przestaje jednak różnicować beneficjentów pod względem dochodu. Jak tłumaczy resort klimatu, zmiana ma „uprościć system i przyspieszyć wypłatę środków”. W praktyce oznacza to, że wszyscy wnioskodawcy – niezależnie od dochodu – będą ubiegać się o tę samą, wyższą bazową dopłatę.
Nowa maksymalna kwota wsparcia dla osoby fizycznej to 30 000 zł, a jeśli kupujący zdecyduje się zezłomować stary samochód spalinowy – łączne wsparcie wzrośnie do 40 000 zł.
Eksperci rynku motoryzacyjnego zauważają jednak, że likwidacja premii za niski dochód może zmniejszyć dostępność elektryków dla mniej zamożnych gospodarstw. „Z punktu widzenia polityki społecznej to krok wstecz – bogatsi i tak byliby w stanie kupić elektryka, a to wsparcie miało pomóc właśnie tym, którzy dotąd nie mogli sobie na niego pozwolić” – komentuje ekonomista transportu, dr Jakub Rybicki.
Mniejszy budżet, większe dopłaty – trudny bilans
Nowa odsłona programu zakłada jednocześnie zmniejszenie całkowitej puli środków z dotychczasowych 1,6 miliarda złotych do około 1,1–1,2 miliarda złotych. Oznacza to, że choć pojedyncze dopłaty będą wyższe, pieniędzy wystarczy dla mniejszej liczby beneficjentów.
Ministerstwo liczy jednak, że uproszczone zasady i wyższe kwoty wsparcia przyciągną więcej realnych nabywców, a nie tylko osoby, które złożyły wnioski, lecz ostatecznie z zakupu zrezygnowały.
Co istotne, program ma być bardziej elastyczny pod względem rodzajów pojazdów. Oprócz samochodów osobowych kategorii M1, dopłaty obejmą także:
- pojazdy M2 (małe busy do 5 ton) – dopłata nawet do 600 tys. zł,
- pojazdy N1 (dostawcze do 3,5 tony) – dopłata do 70 tys. zł.

Z dopłat skorzystają też nowi beneficjenci: organizacje pozarządowe, szkoły, szpitale, domy opieki i parki narodowe. Ma to zwiększyć udział pojazdów elektrycznych w sektorze publicznym i pozarządowym, gdzie wymiana floty jest często trudna bez wsparcia finansowego.
Kontrowersje wokół „chińskich elektryków”
W trakcie prac nad nową wersją programu pojawił się pomysł wykluczenia z dopłat aut objętych dodatkowymi cłami, czyli w praktyce wielu modeli produkowanych w Chinach. Pomysł wywołał sporo kontrowersji – zwłaszcza że to właśnie chińskie marki, takie jak BYD czy MG, coraz mocniej zaznaczają swoją obecność na europejskim rynku, oferując konkurencyjne ceny.
Po fali krytyki i konsultacjach społecznych zapis o wykluczeniu chińskich elektryków został usunięty. Dzięki temu dopłatę będzie można uzyskać bez względu na kraj pochodzenia pojazdu.
„To dobra decyzja – rynek elektryków potrzebuje konkurencji i niższych cen, a nie ograniczeń” – komentuje przedstawiciel Polskiego Stowarzyszenia Elektromobilności.
Czy nowy program przyspieszy elektromobilność w Polsce?
Według danych NFOŚiGW, do tej pory w ramach programu „Mój Elektryk” złożono ponad 40 tysięcy wniosków, jednak tempo wypłat pozostaje umiarkowane. Nowe zasady mają to zmienić, dzięki prostszym formularzom i mniejszej liczbie kryteriów.
Rząd liczy, że w perspektywie najbliższych lat liczba aut elektrycznych w Polsce przekroczy 200 tysięcy, co ma przyczynić się do redukcji emisji i realizacji celów klimatycznych wynikających z Krajowego Planu Odbudowy (KPO).
Nie brakuje jednak obaw, że mniejszy budżet i brak wsparcia dla mniej zamożnych mogą spowolnić transformację rynku. Eksperci apelują też o większą spójność między dopłatami a rozwojem infrastruktury ładowania, która w wielu regionach nadal jest niewystarczająca.
Podsumowanie
Nowa edycja programu – niezależnie od tego, czy przyjmie się nazwa „NaszEauto”, czy pozostanie „Mój Elektryk” – oznacza duże uproszczenia i wyższe dopłaty, ale też mniej środków i koniec preferencji dla uboższych rodzin.
Dla kierowców planujących zakup auta elektrycznego to dobry moment, by przygotować się do nowego naboru wniosków. Dopłaty sięgające nawet 40 tysięcy złotych mogą znacząco obniżyć koszt zakupu pojazdu, jednak przy ograniczonym budżecie warto działać szybko – kto pierwszy, ten lepszy.

